Boże Narodzenie w apokryfach Nowego Testamentu

"Biblijne fanficion" grafika: wg. własnego pomysłu, materiały: Canva, zdjęcia: Wlbw68, Wetman, Kaldari

Opowieści o narodzeniu Pana Jezusa, zawarte w ewangeliach św. Mateusza i św. Łukasza należą do najszerzej znanych narracji Nowego Testamentu. Jest tak dzięki popularności, jaką cieszą się święta Bożego Narodzenia w szeroko rozumianej kulturze. Często nawet w domach, w których wiara nie jest głównym wyznacznikiem sposobu życia, czyta się w czasie wieczerzy wigilijnej – w imię tradycji czy zwyczaju – któryś z tych fragmentów ewangelii. Wszędzie tam, gdzie bożonarodzeniowy czas nie został sprowadzony wyłącznie do ubranego na czerwono brodacza z reklamy Coca-Coli, choinki i prezentów, te opowieści w jakiś sposób się pojawiają.

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na fakt, że są one jednocześnie bogate i ubogie w szczegóły. Bogate – bo uważny czytelnik, zwłaszcza jeśli wspomoże się lekturą dzieł całych pokoleń chrześcijańskich interpretatorów, dostrzeże głębokie treści w zwięzłych relacjach o samym Narodzeniu, o pasterzach i aniołach czy hołdzie Magów. Ubogie – bo bardzo niewiele mówią one zarówno o historii rodziców Pana Jezusa, jak też o szczegółach Jego narodzin, nie mówiąc o dzieciństwie. Istnieje pewna tendencja do tego, aby uważać, że to ubóstwo szczegółów ma odzwierciedlać skromność i pokorę Wcielenia Syna Bożego (Jego stania się człowiekiem). Być może tak właśnie było, jednak przez całe wieki chrześcijanie, a w każdym razie jakaś ich część, nie myśleli o tym w ten sposób. I natrafiając w tekstach natchnionych na brak pewnych danych, starali się dociec – czasem również na zasadzie domysłu czy wręcz wyobrażenia – jak mogło wyglądać to, czego Ewangelie kanoniczne (uznane przez Kościół za natchnione) nie opowiadały. W ten sposób w starożytności i wczesnym średniowieczu powstawały teksty, które starały się to w jakiś sposób uzupełniać. Nazywamy je pseudepigrafami lub apokryfami.

Apokryfy miały bardzo różny charakter. Część z nich powstawała w środowiskach, których nauczanie nie było zgodne z tym, w co wierzyła przeważająca część innych chrześcijan, były więc przez nich uważane za heretyckie. Tego rodzaju teksty powstawały być może już w czasach, kiedy pisano księgi Nowego Testamentu. W ciągu pierwszych stuleci chrześcijanie stworzyli zbiór utworów, które uznano za natchnione, natomiast księgi spisane przez różnego rodzaju heretyków zostały odrzucone. Jednak pewna część apokryfów, choć nie weszła w skład ani Starego, ani Nowego Testamentu, nie zawierała treści zniekształcających fundamenty wiary, cieszyła się wielkim szacunkiem i miała duży wpływ na duchowość, liturgię czy sztukę. Wśród nich były też te, które opowiadały o rodzicach i narodzinach Najświętszej Maryi Panny, Jej dzieciństwie, małżeństwie z Józefem, a także tym, co nas tutaj najbardziej interesuje, a więc samym Bożym Narodzeniu.

Najstarszym i mającym największy wpływ tekstem apokryficznym, który o tym wszystkim opowiada jest tzw. Protoewangelia Jakuba z połowy II wieku. O tym, jak duże znaczenie miał (i ma) jej przekaz niech świadczy fakt, że w liturgii Kościoła do dziś świętujemy takie wydarzenia jak Narodzenie Najświętszej Maryi Panny (8 września; odpust w parafii w Rajbrocie), a wśród świętych wspominamy jej rodziców, Joachima i Annę (26 lipca). Ewangelie kanoniczne nic na te tematy czy o tych osobach nie mówią, a robi to – no właśnie – Protoewangelia Jakuba. Inne, późniejsze już apokryfy, które również opowiadały historię rodziny Matki Bożej oraz Bożego Narodzenia, to np. Ewangelia Pseudo-Mateusza (VI/VII w.), Księga o narodzeniu Zbawiciela, i o Maryi, i o położnej (VIII/IX w.), czy też tzw. Ewangelie dzieciństwa [Jezusa]: arabska (oparta na tekście syryjskim z V w.) i ormiańska (być może XI-XII w.). Praktycznie wszystkie one zawierają w sobie – choć często w formie mniej lub bardziej pozmienianej i rozszerzonej – treści zaczerpnięte z tego najstarszego tekstu. Dlatego przyjrzyjmy się, co na temat Bożego Narodzenia mówi nam właśnie Protoewangelia.

Opowieść o Narodzeniu zaczyna się podobnie, jak w Ewangelii według św. Łukasza, to znaczy od informacji, że cesarz August wydał nakaz spisu ludności. Józef po wstępnych rozterkach wywołanych wątpliwościami jak ma zapisać Maryję, udał się razem z nią i swoimi synami z wcześniejszego małżeństwa do Betlejem. Bowiem to właśnie Protoewangelia przedstawia Józefa jako starca i wdowca, który ma już dzieci urodzone mu wcześniej przez zmarłą żonę. Można powiedzieć, że to dzięki temu apokryfowi śpiewamy dziś w kolędzie: „I Józef stary, i Józef stary ono [Dzieciątko] pielęgnuje”; Ewangelie kanoniczne nic na temat wieku męża Maryi nie wspominają.

Ale wróćmy do opowieści. Po drodze ma miejsce niezwykłe wydarzenie: Józef obróciwszy się, aby spojrzeć na jadącą na ośle Maryję, widzi ją najpierw bardzo smutną, a krótko potem śmiejącą się. Na pytanie, dlaczego tak zmienia się jej nastrój Maryja odpowiada: „Ponieważ przed moimi oczami, Józefie, widzę dwa ludy: jeden płacze i lamentuje, drugi cieszy się i śmieje”. Matka Pana jest też prorokinią i zanim urodzi Syna Bożego widzi już tych, którzy go odrzucą oraz tych, którzy go przyjmą i zostaną zbawieni. We wspomnianej Ewangelii dzieciństwa gruzińskiej widzenie to zostało przedstawione inaczej: Maryja widzi najpierw Mękę a potem Zmartwychwstanie swojego Syna.

Kiedy zaczyna się poród, podróżni są dopiero w połowie drogi, a wokół rozciąga się pustynia. Józef odnajduje jaskinię, do której wprowadza Maryję, a następnie zostawia ją tam pod opieką swoich synów, sam zaś wyrusza na poszukiwanie żydowskiej położnej. I tu tekst mówi coś dziwnego: „Ja Józef szedłem i nie zszedłem”. A nie zszedł dlatego, że nagle wszystko stanęło w miejscu: firmament niebieski, ptaki w locie, robotnicy siedzący wokół misy z jedzeniem, pędzone stado owiec, kozły pijące wodę z rzeki – wszystko zamarło. Urodził się Pan Jezus, Bóg – człowiek. Wieczność weszła w dziedzinę czasu i tę prawdę tekst naszego apokryfu oddał w ten właśnie obrazowy sposób: czas na tę chwilę stanął. To samo wyznajemy, śpiewając w kolędzie Bóg się rodzi o ogniu, który krzepnie: ruch to czas, a ogień jest synonimem niekończącej się ruchliwości. Zakrzepły ogień, to inaczej czas, który stanął w miejscu.  

Chwilę później Józef spotyka kobietę, która okazuje się szukaną przez niego położną. Mówi jej o potrzebie pomocy Maryi w porodzie (najwyraźniej sam nie skojarzył tego momentu zatrzymania biegu czasu z narodzinami Pana), wspominając, że Dziecko, które nosi ona w łonie zostało poczęte mocą Ducha Świętego. Położna nie w pełni dowierza, kiedy jednak docierają do jaskini i widzą spowijającą ją ciemną chmurę, zaczyna wierzyć i wyznaje tę wiarę słowami: „Dziś dusza moja została wywyższona, bo moje oczy ujrzały dziś rzeczy przekraczające wszelkie pojęcia, ponieważ zbawienie narodziło się dla Izraela”. W tym samym momencie chmura zniknęła, a w jaskini zabłysło wielkie, niemożliwe do zniesienia dla oczu światło. Po chwili zaś i ono zniknęło a ukazało się Dzieciątko Jezus, które zaczęło ssać pierś Matki.

Niezwykły jest ten obraz. Chmura jest w Starym Testamencie jednym z najważniejszych znaków Bożej Obecności. Kolumna obłoku prowadzi naród Izraela przez pustynię, ciemna chmura spowija górę Synaj, na której Mojżesz otrzymuje od Boga tablice z Prawem. Późniejsi autorzy chrześcijańscy, tacy jak św. Grzegorz z Nyssy, w tym obłoku będą widzieli znak, który wyraża Boską niepoznawalność, zasłonę, która jednocześnie wskazuje na Boga i Go przed ludzkim umysłem zakrywa. Położna widzi chmurę ocieniającą jaskinię i właśnie wtedy – choć przez nią właśnie niczego nie widzi – zaczyna wierzyć, że ma do czynienia z Bogiem. A kiedy dokonuje tego aktu wiary, chmura znika i następuje światłość, która za chwilę staje się Dzieckiem, ono zaś zaczyna robić to, co każdy inny noworodek na świecie – pić mleko z matczynej piersi. Znów tekst apokryfu maluje dla nas obraz – tym razem połączenie Bóstwa z człowieczeństwem odkrywanego przez wiarę, która przechodzi od uznania Boskiej potęgi i niepojętości do doświadczenia Boga w niepozornym i bezbronnym dziecięciu.

To oczywiście nie koniec narracji Protoewangelii Jakuba, nie wspominając o różnych innych szczegółach, które dodają do niej inne teksty apokryficzne. Na tym się jednak zatrzymajmy, a osoby zainteresowane odsyłam do samodzielnej lektury (mnóstwo apokryfów zostało przetłumaczonych i są dostępne w księgarniach i bibliotekach). Na koniec chciałbym tylko zwrócić uwagę na pewien fakt, widoczny choćby w tekście, który pokrótce omówiłem. My dzisiaj widzimy Boże Narodzenie w mocno „jasełkowy” sposób. Nie ma w tym nic złego, zresztą same jasełka to właśnie rodzaj teatralnych apokryfów. Może nam jednak przez to umykać to, co jest treścią tych Świąt – że nie świętujemy tutaj narodzin może uroczego i budzącego ciepłe uczucia, ale jednak zwykłego dzieciaczka, lecz Boga, który – jak mówi Ewangelia według św. Jana – stał się ciałem (J 1,14). Zarówno komercjalizacja, jakiej ulega czas bożonarodzeniowy, jak też popularne wyobrażenia Jezuska w żłobeczku nieco sprzyjają zapomnieniu o tym fakcie. Obrazy, które rysują dla nas takie teksty jak Protoewangelia Jakuba mogą nam pomóc sobie go przypomnieć.

Tomasz Dekert

Najnowsze Artykuły

Nasza strona to przestrzeń, w której dzielimy się z Tobą naszą wiedzą, a także naszym doświadczeniem w rozwijaniu życia duchowego i rodzinnego. Znajdziesz tu artykuły, porady i materiały, które pomogą Ci głębiej rozumieć wiarę oraz łączyć ją z codziennym życiem.

kontakt@credo-confiteor.com

Newsletter

Zostaw swój adres aby otrzymać od nas wiadomości

@Credo-confiteor.com