"Sumienie to wewnętrzy kompas". grafika: wg. własnego pomysłu, materiały: Canva
Sumienie to nasz wewnętrzny kompas moralny. Taki wewnętrzny głos, który jest wdrukowany w duchową stronę naszej ludzkiej natury. Pomaga nam rozróżniać dobro od zła. W skrócie to głos, który mówi nam, aby „dobrze czynić, a zła unikać”.
Z sumieniem związane są wyrzuty sumienia. To moment, kiedy ten wewnętrzy głos już nam nie doradza, ale wypomina. Dzieje się to wtedy, kiedy to co robimy lub zrobiliśmy jest złe i my o tym wiemy. Możemy wtedy czuć dyskomfort na poziomie emocjonalnym, ale zazwyczaj sięga to głębiej. Przeczuwamy, że na jakimś poziomie została zaburzona równowaga i harmonia świata (nasze czyny nigdy nie są obojętne).
Na tym etapie wszystko wydaje się jasne. Sumienie – kompas moralny. Wyrzuty sumienia – to znak, że poszliśmy w innym kierunku niż wskazuje.
Problem zaczyna się w chwili, gdy próbujemy ustalać co jest dobre, a co jest złe, nie odnosząc się od niczego niż tylko do samych siebie. Kiedy stawiamy „ja” jako centrum swojego życia i podświadomie uważamy je za centrum wszechświata.
Zobaczmy to na przykładzie:
Wyobraź sobie, że zostałeś oszukany. Logiczne jest więc, gdy uważasz, że człowiek, który złamał Twoje zaufanie popełnił czyn moralnie zły. I powinien przynajmniej przeprosić. Ponieważ oszustwo to zło. To fakt. Wszyscy o tym wiedzą.
Ale wtedy okazuje się, że nie wszyscy widzą to w ten sposób. Dobro i zło, jeśli nie odniesiemy go do czegoś na zewnątrz a nie tylko do swojego „ja” nie będzie postrzegane przez wszystkich tak samo.
Niestety, może zdarzyć się tak, że ten, który Ciebie oszukał, nie uważa tego za zło. Nawet jeśli Cię skrzywdził może nie mieć związanych z tym czynem żadnych wyrzutów sumienia. Więcej, może nawet odczuwać dumę z powodu tego co zrobił. Z jego puntu widzenia zrobił coś dobrego, bo coś dla siebie zyskał, był sprytny, wykorzystał „twórczo” swoje talenty. A jeśli użył metod uchodzących za niemoralne? Prawo wg niego to tylko wskazówki, nie wytyczne.
Jest to zjawisko, które potocznie nazywamy „Punkt Widzenia zależny od Punktu Siedzenia”. Mojego puntu siedzenia. Łatwo wyobrazić sobie jakie są konsekwencje takiej postawy. Cytując klasyka: „jak Kali ukraść krowę to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę to źle”[1]. Bo Kalemu nigdy tak naprawdę nie zależało aby zagłębić się taki trudny temat jak moralność. Wystarczy mu co on uważa.
Widzimy taką postawę często w sporach o moralność katolicką, także, niestety, wśród wierzących. Szczególnie tych dotyczących seksualności (wierność, czystość, uczciwość małżeńska) i w dużej mierze także samego prawa do życia (aborcja, eutanazja). Wydaje się, że nie można jasno określić co tu jest właściwe dobre a co złe. Że to zależy.
Ale gdzieś wewnątrz czujemy, że istnieje odpowiedź. Sumienie w końcu to nie głos emocji tylko głos duszy, ukryty tam przez Boga, aby wskazywał nam drogę. Rozpoznaje swego Stwórcę, jest naturalnie nakierowane na Niego.
Sumienie wie, że istnienie prawda, którą może się kierować i do której dążyć. Tylko nam się ona czasem nie podoba. Więc zamieniamy ją na inną. Bardziej przyjazną dla naszego samopoczucia. Albo jej nie rozpoznajemy, bo nikt nas nie pokierował. Nie nauczył. Ani nie powiedział, że można się uczyć.
Sumienie można i powinno się formować by prowadziło nas jasną ścieżką, a nie „po krzakach”.
Sumienie to może nie plastelina i nie powinno nią być, ale można i należy je formować.
Dlaczego?
Jeśli nie wiemy, gdzie jest „duchowa północ”, nasz wewnętrzny kompas będzie „wirował”. Będzie przyciągany tym co dla nas na dany moment jest wygodne. Może też zostać zmanipulowany przez innych, którzy chcą osiągnąć przede wszystkim swoje cele. Efektem tego jest to, że będzie nam pokazywał błędny kierunek. Niekiedy tragicznie błędny. Dokonamy wyborów lub podejmiemy działania, których skutki będziemy długo znosić, które zranią nas i innych. A mówimy tylko o skutkach „doczesnych”.
Stąd formowanie.
Bo nasza moralność powinna być sztuką a nie zbiorem przypadków.
Jak się kalibruje ten „moralny kompas” by wskazywał właściwy? Z punktu widzenia wiary, oczywiście.
Z punktu widzenia świata[2] jest to proste: właściwymi kierunkiem jest szukanie tego co jest dobre dla mnie osobiście. A jak jestem szczodry to też dobre dla ludzi, na których mi w tym momencie zależy. Co, jak można się domyślić, nieuchronnie musi doprowadzić do kolizji. I frustracji, gdy inni nie kierują się moim kompasem. Tylko swoim, który, o zgrozo, skierowany jest na ich dobro. Co więcej, ośmielają się krytykować mój, bo przede wszystkim myślę o sobie.
Aby można było formować sumienie musimy znaleźć formę, która nadaje mu właściwy kształt. Najlepiej coś stałego, coś co jest prawdziwe i dobre. Nie może być to zatem nasza „własna prawda”, która zmienia się z dnia na dzień. Ani też cudza. To musi być coś nieporuszonego. Na czym można się oprzeć i mieć pewność, że się nie przewróci. Coś nietracącego wartości przez wieki i sprawdzonego przez wieki.
I tu wkracza Prawo Boże.
Pismo mówi, że „Prawo Boże jest doskonałe i pokrzepia duszę. Świadectwo Jego niezawodne uczy prostaczka mądrości”, a jeszcze lepiej oddaje to tłumaczenie Biblii Gdańskiej z 1632r: „Zakon Pański jest doskonały, nawracający duszę; świadectwo Pańskie wierne, dawające mądrość nieumiejętnemu” (Ps 19,8). Albo jak tłumaczą to wersje angielskie dosłownie z języka hebrajskiego: „daje światło dla oczu”[3].
Zatem Prawo Pana nie tylko nie prowadzi na manowce, ale jego celem jest „wzmocnienie” duszy, danie mądrości, światła dla oczu (przede wszystkim oczu duszy). Nie jest jego celem zniszczenie, osłabienie czy wręcz potępienie duszy[4]. Bóg stworzył wszystko po to by „żyło” i „byty tego świata niosą zdrowie” (Mdr 1,14). Śmierć zaś „weszła na świat za sprawą diabła” (Mdr 2,24) i „doświadczają jej ci, którzy do niego należą”. Nie za sprawą Boga.
Bóg wszystko uczynił „dobrym”. Swoje Prawo też.
Jeśli się na nim oprzemy nie możemy się pomylić.
Nie, Chrystus nie przyszedł znieść Prawa, ale go wypełnić (Mt 5,17). To jasno pokazuje, że nie możemy „podążać za miłością” tą prawdziwą, której źródłem jest Bóg, jeśli nie znamy Jego Prawa. Dał je w końcu z jakiegoś powodu. I nie było to po to by „uprzykrzyć” nam życie. Ale by człowiek nawrócił się i żył.
Pamiętaj. Sumienie nie tworzy prawdy, ono ją odkrywa.
A prawdziwie odkrywać może ją tylko w świetle Bożego Prawa. Tylko ono nie poprowadzi nas na manowce.
Agnieszka Myszewska-Dekert
[1] Henryk Sienkiewicz, W Pustyni i w Puszczy
[2] Mówiąc „świat” mam na myśli jego Biblijne znaczenie. „Świat” oznacza to, co nie tylko sprzeciwia się Bogu, ale także aktywnie z Nim walczy.
[4] Hebrajski oryginał ma tu słowo lew – "serce", które w polskim przekładzie przetłumaczono jako „duszę”. Ale to słowo oznaczania nie tylko serce. Jego znacznie jest znacznie szersze: „uczucie, wola, intelekt, centrum”. Czyli to czym jest dusza człowieka. Ten fragment, który czyni go człowiekiem, wyjątkowym stworzeniem Boga.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit. Autem dolore, alias, numquam enim ab voluptate id quam harum ducimus cupiditate similique quisquam et deserunt, recusandae.
Doceniasz nasze treści? Twoje wsparcie jest cenne. Możesz nam podziękować tutaj – każda wirtualna kawa to dla nas wielka pomoc w rozwoju tego projektu.
Enjoying our content? Your support is vital. You can show your appreciation here – every virtual coffee is a huge help in keeping this project growing.
Nasza strona to przestrzeń, w której dzielimy się z Tobą naszą wiedzą, a także naszym doświadczeniem w rozwijaniu życia duchowego i rodzinnego. Znajdziesz tu artykuły, porady i materiały, które pomogą Ci głębiej rozumieć wiarę oraz łączyć ją z codziennym życiem.
Newsletter
Zostaw swój adres aby otrzymać od nas wiadomości
@Credo-confiteor.com