Dawar znaczy Słowo. I Wydarzenie.

"Słowo staje się Ciałem", materiały Canva

Tajemnico najgłębsza! Boże, Duchu niedostępny z Ojcem i Synem stworzycielu wszystkich. Ty upiększyłeś niebieskie zastępy aniołów w świątyni niestworzonego światła! Ty powołałeś do istnienia gwiazdy świecące chwałą. Ty pojednałeś to, co cielesne i duchowe w cudowną jedność, tworząc rodzaj ludzki. Wszystko, co ma oddech życia, śpiewa Tobie: Alleluja!

Akatyst do Ducha Świętego, Kondiakon 3

Bereszit haja ha Dawar... Na początku było Słowo – wieczny Głos wznosił się i opadał, cichnął, to znowu napełniał echem przestrzeń rozciągającą się w bezczasowych krainach światła. Słowa tańczyły na jasnych strunach dźwięku, rozpadały się na pojedyncze litery i znów się pojawiały jaśniejąc wszystkimi barwami świata. Penuel – anioł Najwyższego, przemierzający bezczasowe Przestrzenie, zatrzymał się i spojrzał. Ujrzał wirujący śpiew słupa ognia i usłyszał nieuchwytny taniec słupa obłoku. A taniec ten porwał go w głąb i stawił przed obliczem nigdy nie milknącego Głosu. Tam, gdzie dwadzieścia dwie moce świętego języka kształtowało czas i wypełniało przestrzeń, a ich nieustanny ruch wciąż na nowo tworzył i unicestwiał światy.

Samotny anioł przystanął przysłuchując się.

–  Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga...

Słowo i Bóg, Bóg i Słowo. Penuel wytężył swą moc próbując przeniknąć Słowo, które go zatrzymało a które jest przed wszystkim i w którym jest wszystko. Na darmo jednak. Słowo, chociaż wszechobecne i ogarniające go ze wszystkich stron, było przed nim ukryte. A kiedy próbował wejrzeć swoim anielskim spojrzeniem w jego tajemnicę i swoim światłem rozjaśnić mroki, jakie je otaczały, Słowo umykało przed nim jak promień słońca, jak cień wciąż obecny a nieuchwytny. Penuel gonił cień i gonił promień słońca w bezczasowych Przestrzeniach. Nadaremno. I poznał, że nie dogoni Niedościgłego ani nie schwyta Niepoznawalnego. A przecież ciągle podążał ku Niemu i nie mógł powstrzymać tego podążania. I nie chciał odstąpić od drogi, którą obrał.

A pragnienie jego woli zostało wysłuchane.

Ponad bezmiarem Wód sięgających głęboko w przestrzeń i czas, w ciszy bezwietrzności, przemknął delikatny podmuch wiatru. Unosił się jak gołębica, zataczając świetliste kręgi nad obliczem Wód. I stał się Głosem.

–  Chodź za mną – powiedział On – a ukażę ci to, czego szukasz.

Penuel bez wahania podążył w ciemność za Głosem, który był... kim? Świetlaną smugą? Pieśnią? Tańcem? Lotem orła? Nie postrzegał go, ale wiedział, że jest. Podążali poprzez Przestrzenie Nieba i poza Przestrzeniami. Poza czasem i poza tym, co jest dostępne poznaniu dzieci człowieczych: w płonący świat aniołów i poza ten świat aż do Miejsca, poza wszelkim miejscem, gdzie przebywa Najwyższy ukryty w niedostępnej Światłości. Światłości tak wielkiej, że tym, którzy patrzą na nią wydaje się być ciemnością. Głos zatrzymał się a Penuel zobaczył...

Penuel zobaczył nic. Ujrzał to, czego nie ma i odczuł wielką trwogę – bo anioł, choć niewidzialny dla oczu człowieka, także porusza się w jakiejś przestrzeni. A tu nie było nawet przestrzeni. Nie. Coś było. Słowo - jak płomień świecy wśród nocy, jak fala na gładkich wodach oceanu, jak poruszające się dziecko w łonie matki, lub jak Syn w dłoniach Ojca. Penuel nie widział dokładnie – nawet anioł, zamieszkujący Błogosławione Królestwo i będący Synem Wysokości nie może ogarnąć spojrzeniem Nieogarnionego. Bo tam był Bóg niosący w sobie Słowo, które było Bogiem.

Głos powiedział:

–  Taki jest wszelki Początek, który jest Początkiem i nie jest nim.

Słowa te wydały się Penuelowi niejasne. Ale gdy znów spojrzał w Głębię i tam, gdzie było nic ujrzał Początek bez początku, zrozumiał.

–  Co było potem? – spytał.

–  Słowo było u Boga. Potem? Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało.

I Penuel zobaczył jak z wnętrza Tego, o którym wiedział, że musi być Bogiem - bo tylko Bóg mógł być tam, gdzie nic nie było, czy raczej było zamierzone Wszystko, będąc wszystkim - bije Światło przemieniające się w Drogę, jaśniejącą ścieżkę pośród nieistniejących jeszcze wszechświatów. A wtedy obraz się zmienił. Bóg był kamiennym Wzgórzem, wyniosłym i wspaniałym, a szczyt jego tonął w Obłoku. Był Wzgórzem Rodzącym Wodę. Słowo zaś stało się Źródłem, przez które Woda wydostała się na zewnątrz i samą Wodą, co płynąc stwarzała życie, ukryte wcześniej w Głębi Tajemnicy.

–  To, co się stało w Nim było życiem.

–  Jak? – zapytał Penuel, ale Głos nie ukazał mu żadnego obrazu tylko roześmiał się cicho, a śmiech ten był jak krople rosy rozbłysłe w świetle wschodzących gwiazd.

–  Chcesz pojąć Podwójną Tajemnicę – odpowiedział łagodnie. – A nikt jej jeszcze nie pojął i nikt jej nie pojmie: ani człowiek, ani anioł, ani żadne inne stworzenie. Nikt nie wie jak. Tę Tajemnicę można oglądać, można ją wychwalać i można ją wyśpiewać, albowiem ona jest źródłem wszelkich pieśni, ale nie pojąć. – I cicho wyrecytował w ciemność:

To, co się stało – w Nim było życiem.

To, co się stało w Nim – było Życiem.

Co jest – w Nim jest życiem.

Co jest w Nim – jest Życiem.

Albowiem w Nim jest Życie!

Głos wstrząsnął Penuelem do głębi, albowiem zabrzmiały w nim moce stwarzania.

–  Wyjaśnij – poprosił.

–  Szukaj w Pieśni Stworzenia. – odpowiedział Głos, a opis Mase Bereszit, Dzieła Stworzenia zabrzmiał w uszach anioła. – On rzekł i stało się. To, co się dzieje – dzieje się w przestrzeniach Słowa a to, czego nie ma w przestrzeniach Słowa – nie dzieje się. To, co się stało – w Nim było życiem. Wszystko, co istnieje – w Nim było. A jeśli w Nim było – to jest Życiem.

–  A więc śmierć i zło także są w Nim?

Głos zmienił się. Stał się twardy jak skała i gniewny jak rozszalałe morze.

–  To, co się stało – w Nim było życiem. To, co się stało w Nim – było Życiem – powtórzył a Penuel miał wrażenie, że Głos brzmi jak głos wielu wód, jakby wraz z nim przemówiło całe stworzenie. – To, co w Nim stało się – jest Życiem i to, co w Nim pozostaje – jest Życiem. Ale kiedy odrywa się od Niego, przez chciwość, gniew i zazdrość umiera i cierpi. A strach przed śmiercią i lęk przed cierpieniem sprowadza z drogi prawdy na ścieżki zła. Wraz z Życiem pojawiła się śmierć, ale Życie było wcześniej. Było na początku i będzie na końcu. Albowiem tylko, co jest w Nim – istnieje. A co jest w Nim – jest Życiem. I kiedy On pociągnie świat do siebie to, co jest z Niego, na powrót odnajdzie w Nim swoje miejsce, a to, co z Niego nie jest – nie będzie mogło istnieć tylko trwać, pogrążając się w wiecznym umieraniu.

Cisza, jaka zapadła po tych słowach, pełna była smutku. A Penuel myślał o wyborach które prowadzą do tak strasznego stanu. Do odrzuconej miłości, która pragnie obdarzać tylko życiem.

–  Powiedziałem ci, że Podwójnej Tajemnicy nikt nie pojął: to, co jest w Nim – w Słowie – jest Życiem. Nie aniołom zrozumieć tę tajemnicę, choć to oni ją oznajmiali. Podwójna Tajemnica jest tajemnicą Boga i Człowieka. I do Niego należy. To, co się stało w Nim – było Życiem.

Głos ruszył dalej a Penuel podążył za nim z ciemności na powrót do Krainy Widzenia.

–  Spójrz! – polecił Głos – i zrozum, jeśli potrafisz: Życie, które jest w Nim, ustanowione zostało światłem dla ludzi.

Penuel ujrzał dwie postacie Człowieka, dwóch ludzi, z których każdy był odbiciem Drugiego, a chwała ich i piękno przyćmiewały gwiazdy. Ich potęga i wielkość sięgały nieba i płonących światów aniołów, a dłoń Najwyższego spoczywała na nich. Drugi z nich był Pierwszy, a pierwszy był obrazem Drugiego. Ten, co narodził się później, był wcześniej. A ten, co narodził się wcześniej, był dziełem Tego, który narodził się z jego krwi. Słowo stworzyło Człowieka i z Człowieka narodziło się Słowo.

–  Światłość, którą przeznaczono człowiekowi, uczyniła Wszechświat i znalazła sobie w nim mieszkanie.

Penuel nie dostrzegł już Człowieka, ale samo Słowo, które jako Woda wzbiło się wysoko i rozbłysło nad pustą i ciemną przestrzenią. Tam, ponad bezmiarem, stała się Światłość i oddzielona została od ciemności.

–  Z tejże Światłości uczyniony został Wszechświat i to ona nadała mu pierwotny kształt – mówił Głos. – Od tej pory światłość zamieszkała w sercu świata i palić się w nim będzie aż nadejdzie czas odnowienia wszystkich rzeczy.

–  Jednak Ciemność dotknęła dzieła Światłości i skaziła je – wyszeptał Penuel, bo oto z przestrzeni, która nie przyjęła Wody i stała się pustynią, wypełzło Odstępstwo podobne do Smoka i Śmierć podobna do Węża. I rozpoczęli walkę ze Słowem – Światłością, stając się kłamstwem zacieniającym blask Prawdy.

–  Światłość w ciemności świeci i ciemność nie może jej stłumić – uspokoił Głos. – Nigdy Ciemności nie uda się zagarnąć Światła. Bowiem im większa ciemność tym mocniej widać najsłabsze nawet światło.

–  Są takie Ciemności, w których gnie nawet Światło – sprzeciwił się Penuel z bólem. – Jest śmierć, która pokonuje życie; rozpacz, która zwycięża nadzieję; zwątpienie, które odrzuca wiarę i lęk zaprzeczający miłości. Drogi bez powrotu. Wieczne umieranie. Mówiłeś o tym. Widziałem je. Od wielu już lat towarzyszę człowiekowi.

–  Nie można zabić Życia – Głos był mocny i spokojny. – Jeśli śmierć ją pochwyci, unicestwi sama siebie. Jeśli Ciemność schwyta Światłość, przestanie istnieć.

I ukazał Penuelowi walkę Smoka Odstępstwa i Węża Śmierci ze Słowem – Światłością. Na krótki moment Penuel zobaczył ukrzyżowaną Światłość w blasku krwawiącego słońca a potem rozległ się trzask pękającej Skały i zapadła ciemność, jakby na powrót świat zapadł się do swoich początków. Penuelowi wydało się, że w tej chwili świat przestał istnieć, albowiem to, co było jego Życiem – umarło. Jednakże i Smok, i Wąż nie mogli ogarnąć Nieogarnionego, uwięzić Bezgranicznego, ani pojąć Nieskończonego. Jak Feniks odradzający się ze swoich popiołów, Światłość wzeszła na powrót i stała się Nadzieją, Drogą przez Wiarę i Miłością bez lęku. Od tej pory ci, którzy patrzyli na nią, nie błądzili. Smok i Wąż zostali pokonani w swoim własnym królestwie, a bramy ich królestwa zostały na zawsze roztrzaskane. Wycofali się więc znów na pustynię by wabić na nią nieostrożnych, podejrzliwych i nieufnych. Tych co z upodobaniem oddają się zwątpieniu i rozpaczy, pogardzie lub pysze, albo zakochanych w potędze, rozumie, sile, bogactwie i władzy. Tam, okradając ich z Życia i z Wysokich Przestrzeni, spełniali zachcianki ich woli wiedząc, że ta, oderwana od Światła, szybko sprowadzi ich w Nienasyconą Ciemność Odstępstwa i Śmierci.

Penuel odwrócił wzrok nie chcąc patrzeć na poniżenie aniołów i ludzi, a kiedy znów spojrzał nie dostrzegł już pustyni. Głos prowadził go teraz wzdłuż Strumienia, który wytrysnął ze Wzgórza.

–  W świecie było Słowo – oto Strumień zmienia się w Rzekę, a rzeka w Morze – a świat stał się przez Nie.

Raz jeszcze Penuel ujrzał Początek: kiedy Życie będące w Słowie, otrzymało własne istnienie. Słowo – Woda wzbudziło tysiące tysięcy istnień, małych i wielkich, wolnych i podległych. Nie widział, czy powstały one wprost z Wody, czy też wyrosły z Ziemi dotkniętej przez Wodę. Ich uzupełniająca się harmonijność, piękno i różnorodność zachwyciły Penuela tak, że stał przyglądając się im w pełnym zachwytu milczeniu, dostrzegając również i siebie samego w Tańcu Życia. Wszystko to było jak muzyka, która nieustannie trwa w płonących światach aniołów. Czekał na pieśń, której czysty ton miał połączyć oba światy w jednej miłości. Ale kiedy ona zabrzmiała, Głos wpił się w nią jak błyskawica i odsłonił jej skazę.

–  Świat nie poznał Słowa – usłyszał – Świat Go nie poznał. Kiedy przyszło do swojej własności, swoi Go nie przyjęli. Dlatego odebrana została mu Głębia Tajemnic. Odebrana została prawdziwa mądrość, ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu. Człowiek nie zadowolił się Wodą. Odszedł od Źródła by sobie wykopać popękane cysterny. I ogród stał się pustynią. Już niewiele mógł poznać, niewiele zrozumieć. Jego chwała została mu wydarta, jego mądrość zamieniła się w głupotę, jego honor poniżony. To, co posiadał, zostało mu odebrane, a to, co kiedyś umiał, musiał się uczyć od początku. Albowiem odrzucił Wszystko w jednym akcie swojej pychy.

Obraz się zmienił. Oto Smok wyszedł ludziom naprzeciw i ludzie poszli za Smokiem. Coraz bardziej oddalali się od Strumienia. A im bardziej się oddalali tym bliżej nich był Wąż idący śladami Smoka. Albowiem Śmierć zawsze kroczy ścieżkami Odstępstwa.

Penuel, przerażony tym widokiem, ledwie dosłyszał kolejne słowa:

–  Nie bój się. Jest Śmierć, ale jest też i Życie; jest Głupota, ale jest też i Mądrość. Ten, który jest Początkiem, jest też i Końcem. Pierwsze i Ostatnie Słowo należy do Najwyższego. Pierwsze już wypowiedział a tym zaś, którzy Je przyjęli dało moc, aby się stali synami Bożymi.

I ukazał Penuelowi historię, którą ten rozpoznał, albowiem uczestniczył w niej od chwili swojego stworzenia. Historię człowieka i jego wiary, poszukiwań i ścieżek, aż po dzień Wybrania. Ludzie bowiem nie zapomnieli całkiem o Strumieniu. Był on w nich i nie potrafili żyć bez niego. Szukali. Niektórzy, omamieni przez Smoka, gromadzili wodę w dzbankach i tym dzbankom oddawali pokłony. Coraz ozdobniejsze były dzbany i coraz mniej żywa woda w nich. Ci najbardziej zbliżyli się do krawędzi Przepaści. Ale byli i inni, którzy usłyszawszy odległą Pieśń Strumienia, odkrywali utraconą Świętość i pozostając w niewiedzy, czcili Strumień swój głos łącząc z jego pieśnią. Było w nich coś znajomego. Choć nie należeli do Wybranych nie byli obcy aniołom. Poznali bowiem ukrytą mowę świata, a wsłuchując się w nią odkryli to, co w świecie było Pierwsze i Podstawowe. Pozostawili po sobie baśnie, legendy i mity, w których ci, co umieją słuchać, dostrzegają tańczące żywe Słowo – odblask Prawdy, choć jeszcze nie nazwanej, ale zawsze obecnej w życiu człowieka.

–  Oni wiedzieli – powiedział Głos – nie umieli jeszcze nazwać, ale wiedzieli. Jednak ci, co nastali po nich, nie umieli słuchać ich opowieści. I świat zapomniał o Najwyższym i o Początku. Zapomniał o Niebie i zwrócił się w stronę Ziemi. Wy, synowie Boży, zostaliście uznani za bogów, a rzeczy, nad którymi powierzono wam pieczę, za dziedzinę waszej absolutnej władzy. Prawdziwa historia zaginęła i stała się mitem, mit zaś przemienił się w baśń, a ta została okrzyknięta kłamstwem. Człowiek rozpoczął swoje panowanie nad światem nie znając jego prawowitego Władcy i lekceważąc Jego prawa ustanowione dla wszystkich żyjących w obliczu Wiecznego Światła.

I ukazał Penuelowi zło ludzkie i cierpienie człowieka, choć znał je już. Ale teraz widział je inaczej.

–  Pan jednak ma własne ścieżki. Choć dał wolność człowiekowi i możliwość odrzucenia Światła, sam też pozostaje wolny. I nie przestaje wzywać do powrotu, ukryty w głębi każdego jak podziemne źródło, jak śpiew, który raz zasłyszany zostaje na zawsze w duszy człowieka i wraca jak fala przypływu. W Godzinie Ciemności rodzi się Światło. W krainie bezbożności poczyna się sprawiedliwość. Z jednego nasiona może wyrosnąć cały las. Albowiem tym wszystkim tym, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

Głos zwrócił się teraz w stronę Penuela a jego następne zdanie przeszyło anioła jak miecz.

–  Znasz tę historię. Albowiem Synowie Wysokości uczestniczyli w niej od początku.

–  Co aniołom do synów Adama? – odpowiedział z goryczą Penuel. – Ilekroć próbują wejść między losy ludzkie ściągają na człowieka grzech i śmierć, a na siebie upadek i wieczne przekleństwo. I nie ma dla nich przebaczenia. Czy to na zgubę aniołów Pan stworzył człowieka?

–   Dla człowieka został uczyniony ten świat. I choć mniejszy od Synów Wysokości jest w nim przecież Panem. Dlatego ilekroć Synowie Wysokości usiłują pokazać się lepsi niż ciało i krew, tylekroć upadają niżej niż proch ziemi. Bo nie aniołom i Mocom zakreślać losy ludzkie, ale w każdej chwili człowiek pospołu z Najwyższym trzyma nić swego życia. Nie powstał człowiek na zgubę aniołów ani aniołowie na zgubę człowieka. Od obydwu domaga się wierności własnemu zadaniu. I obydwoje ponoszą karę za niewierność, konsekwencje ich własnych wyborów. Ale ten, który jest większy i więcej otrzymał otrzymuje wielką chłostę, a ten kto mało – małą. Człowiek nie przebywa z płonących światach i nie ogląda chwały Najwyższego w Świątyni Niestworzonego Światła. Nie wie więc do końca przeciw Komu się zwraca i co odrzuca. Półki żyje w tym świecie dana jest mu łaska powrotu i przebaczanie występków. Jest bowiem często nieświadomy jak dziecko. Ale i on, na granicy światów, będzie musiał wybrać i stanie się wedle jego wyboru.

–  Aniołom jednak nie przebaczył...

–  Zgorszenie jest wielkim grzechem. Człowiek jest bezbronny wobec Mocy i nie dano mu udziału w płonących światach. Ci, co zniekształcają prawdę znając jej oblicze, dopuszczają się wielkiej zbrodni. I wielką ponoszą karę. Od szafarzy tajemnic domaga się przede wszystkim wierności.

Cisza, jaka zapadła po tych słowach pełna była smutku.

–  Synom Adama i Synom Wysokości dano ten sam dar. Wolność. Ale tylko ludzie mogą kształtować swoje pragnienia. Żyją bowiem w czasie. I dlatego zmieniają się. Rodzą się, dorastają i umierają. Każdego dnia i w każdej sekundzie dojrzewają do wieczności, w której zostaną zrównani z Synami Wysokości i otrzymają to, co pragnąć będą. Życie lub śmierć. Błogosławieństwo lub przekleństwo. Droga człowieka jest dłuższa niż droga Syna Wysokości, ale i tak każdy na końcu otrzymuje to, co chce. Jest wolny w wyborze. Nawet jeśli wybrał źle. Gdyby Pan zaprzeczył jego wonności wyboru zaprzeczyłby samemu darowi wolności. Nie pragnie Pan niewolników ani spośród synów Adama, ani spośród Synów Wysokości. Tylko wolny może prawdziwie kochać. A teraz chodź. Dziś nie koniec, ale początek mam ci ukazać.

Poprowadził Penuela w głęboką noc, w której była tylko ciemność jak gęsta szata i szum ogromnych wód. Na próżno Penuel wypatrywał Światła, Tchnienia i Ducha. Była to już inna ciemność i inne wody, inny początek, naznaczony już nie chwałą, ale łagodnym i pełnym tęsknoty blaskiem tęczy wyłaniającym się z ciemności. Szum wód nie ustawał. I Penuel ujrzał, że było to morze ludzkie, które próbowało wspiąć się ku górze poza wyznaczoną mu granicę, a głosy jego były pełne zuchwałości. I zatrwożył się.

–  Ludzie odeszli od Najwyższego, a towarzyszyli im Synowie Wysokości, co sami sobie nadali rolę władców świata i przewodników błądzących, odmienną od tej, która została im przeznaczona. Uczyli oni ludzi tajemnic zbyt wielkich, zbyt trudnych dla upadłej kondycji człowieka. Dlatego mrok i wody wielkie spoczywają na pierwszej historii człowieka i nie zostanie ona poznana aż do powrotu Pana. Ciemność ogarnęła ziemię tak, że ludzie zapomnieli kim byli i skąd się wzięli, a Ten, co ich ukochał jeszcze przed początkiem świata, zniknął im z oczu. Skierowali więc swoje spojrzenie na Moce Niebios i z posłańców uczynili bogów. Mimowolnie zajęliście miejsce waszego Pana i odbieraliście cześć należną Jemu. Musiało być was wielu, bo choć zapomniano o Tym, co wszystko trzyma w swej dłoni, pamiętano, że żadne z niższych bóstw nie jest w stanie troszczyć się o więcej niż to, co zostało mu przydzielone.

Głos wiódł go teraz poprzez żyzne ziemie krainy Szinear, poprzez miasta położone nad brzegami dwóch rzek, poprzez wielopiętrowy wież i kompleksy świątyń. A tam Penuel ujrzał posągi i rozpoznał w nich swoich braci.

–  Ale i w krainie cienia było światło. W rodzie Szema, syna Noego, w rodzinie Teracha, syna Nachora przyszedł na świat chłopiec, któremu dano na imię Abram. I od niego zmieniła się historia świata. On bowiem na powrót uczynił Najwyższego królem nad ziemią, a Pan wzajem uczynił go fundamentem sprawiedliwości. I ziemia przestała się chwiać.

–  Pamiętam – rzekł Penuel – jak Michael, jeden z pierwszych książąt, wystąpił przed Tron Najwyższego i rzekł: „Panie Światów, ustanowiłeś nas siedemdziesięciu książąt nad siedemdziesięcioma narodami ziemi. Spójrz! Oto oni wszyscy rozpoczęli swą służbę i każdy z nich otrzymał swój naród, a tylko ja pozostałem bezczynny, choć dojrzało już dziewiąte pokolenie ludzi, których początek zakreśliłeś wodami potopu.” „Czymże jest czas jak nie oczekiwaniem na właściwą chwilę? – odpowiedział Pan. – Wiedz, że dziesięć jest liczbą końca i liczbą początku. Czy nie dziesięć pokoleń upłynęło od Adama do Noego? Czy nie za Noego odmieniłem oblicze ziemi?” Wtedy kazał Pan Michaelowi zstąpić na ziemię i rzekł: Począł się już ten, który nosi w sobie naród, nad którym sprawować masz opiekę”. I ukazał mu Abrama przebywającego wówczas jeszcze w łonie swojej matki. Ale Michael nie okazał radości a jego twarz zachmurzyła się: „Czyż nie jest on przeznaczony na śmierć? – zapytał. – Nimrod, potężny władca Babelu, poprzysiągł zgubę wszystkim chłopcom, którzy narodzą się w tym czasie i dotąd żaden nie uszedł z jego ręki”. A Pan odrzekł: „Kto włada życiem i śmiercią? Kto wtrąca do Szeolu i z niego wyprowadza? Czyż nie Ja sam? Dlatego, ponieważ mi nie uwierzyłeś, nie ty będziesz przy nim w dniu jego urodzenia i nie ty otoczysz opieką pierwsze jego dni. Także nie ty obwieścisz kobiecie narodzonej z jego rodu nadejście Władcy. Albowiem wiedz, że uczyniłem go pierworodnym między narodami, gdyż z niego ma przyjść mój Pierworodny. Wiedz też, że to z powodu jego narodzin strach ogarnął Nimroda”. Wówczas Michael upadł przed Panem na twarz i prosił: „Nie pozbawiaj mnie mego dziedzictwa. Wszak podarowałeś mi ten naród. Czyż można odwołać Twe postanowienia?” Pan odparł: „Będzie on dany ci w opiekę. Ale to ja będę w nim królem, ciebie za to uczynię dowódcą wojsk niebieskich, albowiem Smok, któremu służy Nimrod, będzie chciał go zniszczyć i ścigać będzie jego dzieci przez wszystkie pokolenia aż do ustania czasów. Ty będziesz walczył ich obronie”.

–  Bóg wybrał sobie Abrama, upatrzył go sobie spośród wszystkich ludzi ziemi. Ale i Abram ze wszystkich bogów na ziemi na swego wybrał Najwyższego. Poszedł za Jego głosem, wyszedł z ziemi Nimroda ku ziemi, którą dał mu Pan. On słyszał śpiew Odwiecznego Strumienia, Żywej Wody nigdy nie umilkłej i pożądał Wysokości, z której niegdyś trysnęło Źródło i która jest źródłem. Był wierny w niewoli i w ogniu. Jemu to dana została pieczęć przymierza i nowe imię, albowiem stać miał się ojcem narodu, który choć jeszcze w nim ukryty, był już wybrany przez Boga. Uwierzył i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość. Umiłował go Pan i przybył do niego w gościnę. Nie krył przed nim swych zamiarów, kiedy wyruszał by wymierzyć sprawiedliwość ludom Sodomy i Gomory. To ze względu na Abrahama Najwyższy ustalił liczbę dziesięciu sprawiedliwych, których modlitwa ma moc zachować świat od zagłady. Albowiem jest to liczba krążenia, do której wszystko zmierza i wszystko się zaczyna.

Głos przewodnika unosił się z pełnej smutku ciszy.

–  Ale nawet i tylu nie znaleziono w pięciu miastach – powiedział cicho Penuel, bo i on znał tą historię. – Ogień, siarka i sól pochłonęła to, co niegdyś tętniło życiem. Żyzna dolina stała się martwa i tak jest po dziś. Tylko Lot, bratanek Abrahama, uszedł z dwoma swoimi córkami, gdyż nawet jego żona obejrzała się poza siebie. I stała się solą w soli.

–  Nie została zapomniana – powiedział Głos. - Pan upamiętnił ją w ostrzeżeniu jakie rzekł do tych, którzy chcą za Nim podążać, aby ten, co rękę wyciąga do pługa wstecz się nie oglądał, ten bowiem, kto się ogląda poza siebie nie nadaje się do Królestwa. Albowiem ciągle jest poza nim i dzieli los tego, czego boi się zostawić. A przez pamięć Abrahama Pan obniżył cenę wykupu i modlitwa dwóch lub trzech zebranych w imię Jego starcza za modlitwę dziesięciu sprawiedliwych. Albowiem to łaska nie sprawiedliwość zbawia świat.

Ponownie wezwał Penuela do Krainy Widzenia i ukazał mu Górę wysoką i świętą.

–  Znam to miejsce! – zawołał Penuel – tu Najwyższy położył Ewen Szetijah – Kamień Fundamentu, zatkał nim gardziel Otchłani i od niego rozpoczął stworzenie świata. To jest Syjon, podnóżek Wszechmocnego, Kraina Bram, poprzez które modlitwy przenikają przez Zasłonę Ciszy, przez Całun Śmierci jaki spowił ziemię od czasu Odstępstwa i stają przez Wszechmocnym sięgając Jego Tronu! To tu jest Miejsce, gdzie spoczęła Jego święta Obecność, gdzie niegdyś stała jedyna świątynia Pana!

–  Wiele nazw nadano tej Górze, ale żadna jej nie objęła: Ir i Szalem, Syjon i Moria. Jest to bowiem, jak rzekłeś, Miejsce Bram – tamtędy wiedzie ścieżka modlitw ku Najwyższemu i tamtędy zstępuje Jego łaskawość w głąb ku krainie śmierci i ciemności. Jest to miejsce Początku, Końca i znowu Początku. Miejsce, gdzie wszystko się narodziło i wszystko umarło, aby narodzić się ponownie, Dom Źródeł. Od Syjonu zaczął Pan stworzenie i na Syjonie zostało ukończone Jego dzieło. Albowiem umiłował Najwyższy bramy Syjonu, miejsce, gdzie powstał pierwszy człowiek i gdzie miał umrzeć Ostatni.

I ukazał Penuelowi wnętrze starego Kościoła a w nim ikonę: na krzyżu wbitym w skałę Początku umierał Bóg – Człowiek, a krew Jego spływała po drzewie krzyża jak ożywczy sok i padała ciężkimi kroplami na ludzką czaszkę, czaszkę praojca Adama, praojca Człowieka, pochowanego, jak mówi święte słowo Tradycji, w miejscu swego stworzenia. I czerwień krwi stawała się na powrót życiem Umarłego. Ożywiła Człowieka a wraz z nim wszystkie jego dzieci, bo przecież one także byli synami człowieczymi i mieli udział w dziedzictwie swego ojca.

A gdy patrzył na nią Głos powiedział:

–  Tam narodził się Adam i tam go pochowano, a wraz z nim całą ludzkość na długie wieki. Tam też Drzewo Śmierci, na którym ukrzyżowano Słowo, stało się na powrót Drzewem Życia, uschłe, zazieleniło się ponownie, a jego owoce stały się ponownie dostępne dłoniom człowieka. Dlatego historia, jaką ci ukazuję jest także historią tej Góry, albowiem wybrał ją Pan spomiędzy innych i na niej złożył swoje Imię i swoją Obecność. Stała się ona grobem Adama, ale i miejscem jego uzdrowienia. Ją to zdobył Dawid i uczynił sercem swojego królestwa. Tam, wiele lat wcześniej panował Melchizedek, król tajemniczy i sprawiedliwy, w którym jedni upatrują Noego, inni syna jego Szema a inni jeszcze ukrytego i obecnego w świecie Mesjasza. Tam też wystawiono wiarę Abrama na próbę. Zażądał Pan ofiary krwi pierworodnej, albowiem krew Jego Pierworodnego miała być tam przelana.

–  Straszna to była chwila – powiedział cicho Penuel – Wojska Niebios odwróciły oblicze nie mogąc patrzeć na boleść tego, który tak bardzo ufał Najwyższemu, choć On żądał tak przerażającego posłuszeństwa, że zabrał syna swego jedynego i ruszył w drogę do miejscowości, o której Bóg mu powiedział.

–  Wierzył – Głos opowiadał cicho, jakby w szepcie chciał ukryć swoje wzruszenie – w to, że Bóg jest Tym, który zabija, ale i Tym który ożywia. I choć nieznane są ścieżki Najwyższego, Jego słowa to Prawda i Życie. Nie śmierć. Obiecał z Izaaka potomstwo liczne jak gwiazdy na niebie, więc śmierć jego jedynego syna nie mogła być końcem. Dlatego nie oszczędził własnego syna, ale go wydał na ofiarę i w ten sposób zjednoczył się z tajemnicą Boga głębiej, niż ktokolwiek przed nim. Tam na Górze, niebiosa zstąpiły i się obniżyły, a Izaak oglądał wspaniałości niebios, przez które miało osłabnąć potem jego ziemskie spojrzenie. I raz jeszcze od czasów Abla, krew baranka złączyła się ze sprawiedliwym. A Izaak, utracony i odzyskany poszedł drogą Wiary, drogą swego ojca.

–  Ale jego żona Rebeka, która na powrót wniosła światło do jego namiotu po śmierci matki jego, Sary, była niepłodna – zauważył Penuel.

–  Czy jest to przeszkoda dla Pana? Dla Niego nie ma nic niemożliwego. Izaak wstawił się za Rebeką i poczęła bliźnięta. Ale, choć było to radością przyniosło jej to również ból i smutek. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia? Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: Dwa narody są w twym łonie, dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od drugiego, starszy będzie sługą młodszego. I stało się tak. Starszy, Ezaw poszedł drogą synów Chama. Młodszy Jakub był człowiekiem spokojnym, który pozostał wierny Bogu Abrahama. Lecz jako młodszy nie mógł odziedziczyć jego błogosławieństwa, należało się ono temu, który pierwszy otworzył łono matki. Pan bowiem wybrał sobie pierworodnych na swoje dziedzictwo i namaścił ich godnością kapłańską. Smutne było serce Rebeki, bo błogosławieństwo miało przypaść temu, który nie był go godny. Ale Izaak miłował Ezawa, choć ten w pogardzie miał swoje pierworództwo i oddał je za miskę soczewicy.

Głos zamilkł.

–  Staliśmy przed Panem – wtrącił cicho Penuel – kiedy przybył Michał i upadł na twarz przed Tronem. „Panie Światów – rzekł – Ty powołujesz wybranych. Czy Twoje dziedzictwo ma przypaść temu, który ma je w lekceważeniu? Czy z niesprawiedliwego ma począć się Twój naród? Czy ten, który gardzi Twoim prawem ma uczyć go swoich synów?” „Nie zgładzę Ezawa” – opowiedział Pan – „bo i on należy do krwi Abrahamowej, ale ducha Abrahama odziedziczył Jakub”.

–  Tego samego dnia Izaak pobłogosławił Jakuba myśląc, że błogosławi Ezawa. Gniew wielki ogarnął Ezawa, gdy poznał to, co utracił i chciał zabić swego brata. Rebeka przeto wysłała Jakuba do Charanu do Labana, swego brata, syna Betuela, syna Nachora brata Abrama, aby schronił się tam i wśród jego córek poszukał żony dla siebie. Jakub wyruszył, aby odszukać Labana. A gdy nadeszła noc położył się i zasnął. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję.

–  Widziałem go tam, w Betel, pogrążonego we śnie, a jego oblicze było jakby oblicze anioła – rzekł Penuel. – Wchodziliśmy i schodziliśmy przez Bramę niebios zadziwieni, albowiem oblicze śpiącego u jej stóp człowieka podobne było wyrytemu temu na Tronie Wszechmocnego. Wtedy Najwyższy rzekł: „oto trzeci z Ojców, którego Imię połączę na wieki z moim Imieniem”.

–  Jakub udał się do Charanu z błogosławieństwem Najwyższego i tam poznał swoje żony, albowiem przyszedł czas, aby na świecie pojawiło się dwanaście pokoleń. Pragnął jednej, a otrzymał dwie. W ten sposób liczba stała się pełna.

Penuel ujrzał cztery niewiasty podążające z biegiem Strumienia, a wiodła je miłość i ból.

–  Sara, Rebeka, Rachela, Lea – Głos zabarwił się czułością – cztery matki Izraela. Trzy pierwsze dotknięte boleśnie hańbiącą bezpłodnością i czwarta, starsza żyjąca w cieniu młodszej, kochająca, ale bez wzajemności. Pan zmiłował się nad wszystkimi. Albowiem z krwi trzech ojców i czterech matek powstać miało dwanaście pokoleń, na chwałę Pana Zastępów i ku czci Jego świętego Imienia. I związał Pan liczbę trzy z niebem a liczbę cztery z ziemią w dwunastu utrwalając swoje przymierze.

–  Gdy na świat przyszło już jedenastu synów – ciągnął dalej Głos – Pan rzekł do Jakuba: Wróć do ziemi twych przodków, do twego kraju rodzinnego, Ja zaś będę z tobą. Ostatni, dwunasty syn, z którego rodu pochodził pierwszy król Izraela, miał się bowiem narodzić w ziemi Kanaan, w Betlehem, albowiem to miasto wybrane zostało na kolebkę władców: Beniamina, Dawida i Mesjasza. Trzech umiłowanych, z których jeden był Początkiem królestwa, drugi jego Trwaniem, a trzeci Dopełnieniem. A kiedy powracał zatrzymali się nad potokiem Jabbok.

Penuel ujrzał jak Jakub nocą opuszcza żonę i dzieci, aby przeprawić się na drugi brzeg strumienia. A strumień ten bardzo przypominał Tamten Strumień.

–  Tak – potwierdził Głos jego domysły – Pan zmagał się z nim tej nocy, albowiem ten, który miał być ostatnim z trzech musiał zostać oczyszczony. A Jakub zmagał się z Nim aż do rana i w tym zmaganiu wywalczył nowe imię, imię dziedziczne, które stało się bogactwem jego dzieci, ich mocą, ale też ich słabością. Imię to nadało im tożsamość. Tam nad potokiem narodził się naród. Tej bowiem nocy wypowiedziano imię Izraela, powtórzone potem w Betel i tej nocy bezdomny uciekinier odnalazł dom.

–  Ale Pan nie pozwolił mu poznać siebie – wtrącił Penuel. – Nie dał mu swego imienia.

–  Imię Pana miało być ukryte aż do czasów Mojżesza, syna wody, urodzonego w dwudziestym szóstym pokoleniu od stworzenia świata, w pokoleniu Imienia. To on był przeznaczony na to by je objawić wobec synów Izraela i wobec świata.

– Czy nie za daleko odeszliśmy od Słowa – Życia i Słowa – Strumienia? – zapytał Penuel, widząc ziemię Egiptu, kraju form i niewolę potomków Jakuba.

–  Czyż nie powiedziałem ci na początku, że historia człowieka jest historią Słowa? A historia Słowa, historią człowieka? By tę prawdę objawić wybrał Pan jednego człowieka i uczynił z niego jeden naród, aby kiedyś z tego narodu narodził się Jedyny, a przez Jednego prawda dotarła na wszystkie krańce świata. Historia człowieka i historia Słowa są jak rzeka, która nieustannie płynie, a każda z jej fal przynosi nową opowieść. Tworzy ją wiele strumieni, które do niej wpływają, aby razem podążać ku Przestrzeniom, a wszystkie tworzą Całość. A zrozumienie tych historii jest w jej początku, albowiem człowiek podąża nieustannie do Źródła, z którego wyszedł.

–  Ci, co urodzili się w Egipcie, nie pragnęli wolności – wtrącił Penuel. – Pragnęli tylko polepszenia losu, a nie trudów wędrówki.

–  Temu, kto wychował się jako niewolnik, trudno stać się władcą. Władzę kojarzy wówczas z siłą nie mądrością, a panowanie z pełnieniem swej woli a nie miłowaniem i odpowiedzialnością. Egipt, do którego trafili synowie Izraela w poszukiwaniu żywności i z powodu własnych uczynków, stał się ich cieniem i miejscem ich upadku. Choć uwolnieni z niewoli to przecież z tęsknotą za nim spoglądali. Pełna miska niewolnika zawsze wydaje się bliższa od bezdroży pustyni, choćby ta wiodła do utraconego dziedzictwa.

–  Ale to na pustyni dzieją się rzeczy najważniejsze. To na tej przeklętej i spalonej ziemi człowiek z pokolenia Imienia stanął przed obliczem Płonącego i usłyszał tajemne Imię, w którym Najwyższy objawił i ukrył samego siebie. To pustynia była miejscem Przymierza.

–  Ale też była i piecem oczyszczenia i miejscem śmierci dla tych co bali się wolności… - dodał cicho Penuel. – A miłość Pana jest twarda i zazdrosna…

–  Tylko przez śmierć wiedzie droga ku zmartwychwstaniu, poprzez morze Sitowia do ziemi mlekiem i miodem płynącej. Poprzez pustynię do góry Synaj, góry Objawienia, góry Spotkania.

I Penuel ujrzał jak Mojżesz wstępował na Górę, tak podobną do tej pierwszej, z której wytrysnęło Źródło, które było Słowem, że nie wątpił, iż tam je znajdzie. Jakież było jego zdumienie, gdy ujrzał jak, zamiast Źródła, Mojżesz znalazł, a raczej otrzymał Prawo wyryte na dwóch Kamiennych Tablicach, błyszczących i migoczących własnym światłem jak woda w słońcu. Znał tę historię, ale nie wiązał jej dotąd ze Słowem, które było na początku. Jego zdumienie musiało być jasne, bo kiedy Głos w jego tonie było łagodne rozbawienie.

–  Nie można zabrać źródła. Tak jak nie można pochwycić wypowiedzianego słowa – powiedział. – Ale po wielu, wielu latach człowiek naprawdę odnalazł to, czego szukał: Wodę, która daje Życie, Słowo, które stwarza. Bóg je zapisał, aby mogło być odczytane i zrozumiane przez synów Jakuba i aby ci mogli je zabrać ze sobą i podarować całemu światu. Mówią, że Mojżesz otrzymał tam dwie Tory, dwa Słowa, dwa Prawa – to zapisane i to wypowiedziane i zachowane w Tradycji i oba odtąd krążyły w ciele Izraela stając się jego krwią i jego oddechem, jego życiem. Tam, na tej Górze, ponownie zawarto przymierze między Bogiem i człowiekiem. A Kamienne Tablice stały się źródłem dla Słowa i jego fundamentem, albowiem Słowo jest wybranym kamieniem. Tak Pięć Ksiąg stało się podstawą dla wszystkich innych, zapowiadających czas, kiedy to Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Bo to Ciało stało się w końcu mieszkaniem Pana i świątynią jego Słowa.

I wtedy witraż rozbłysnął światłem Błogosławionego Królestwa a przed ich oczyma ukazały się obraz: Oto litery Pisma wzbiły się w górę i stały się archaniołem, Gabrielem, jednym z siedmiu co stoją przed Panem. Stały się archaniołem i zarazem młodą dziewczyną z miasteczka, które się nazywało Nazaret. „Miriam - pomyślał Penuel - to jest Miriam”. Potem archanioł zniknął i została tylko Miriam, pełna światła jak źródło, które nosiła w sobie. Była jak świątynia zbudowana na górze. I pewnego dnia z tej świątyni wytrysnął Strumień, narodził się człowiek – Bóg i Pan, Jezus syn Dawida, już nie zapisane, ale żywe i wcielone Słowo. Z Niego sięgające serca każdego człowieka biegły nici Bożych zamysłów łączące przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w jeden barwny kobierzec chwały.

W chwili, której nie mierzy się ziemskimi godzinami Penuel poprzez zasłony wieczności ujrzał ołtarz i światło, które nań padało. Noc się posunęła a przybliżył się dzień. Kapłan trzymał w dłoniach białą hostię. Oto Głos unosił się nad nią, jak gołębica, jak orzeł krążący nad swym gniazdem, a czas płynął jak strumień i trwał nieporuszony jak góra. Penuel pochylił się w niskim ukłonie. Zaczął rozumieć historię Słowa, ale wiedział, że jest to dopiero początek.

Agnieszka Myszewska-Dekert

Fragment pochodzi z pisanej przeze mnie opowieści: "Dawar znaczy Słowo".

Najnowsze Artykuły

Nasza strona to przestrzeń, w której dzielimy się z Tobą naszą wiedzą, a także naszym doświadczeniem w rozwijaniu życia duchowego i rodzinnego. Znajdziesz tu artykuły, porady i materiały, które pomogą Ci głębiej rozumieć wiarę oraz łączyć ją z codziennym życiem.

kontakt@credo-confiteor.com

Newsletter

Zostaw swój adres aby otrzymać od nas wiadomości

@Credo-confiteor.com