„Udzielona łaska (charis) rodzi radość (chara), której doświadczamy; wyrażona radość (chairo) potęguje otrzymaną łaskę"
grafika: wg. własnego pomysłu, materiały: Canva
Uradowali się Radością
Mt 2,10
Radość jest ciekawym tematem. Zwłaszcza gdy łączy się z wiarą i podejściem do niej. Z jednej strony może budzić nieufność, że nie przystaje do „powagi wiary”, z drugiej może być gloryfikowana i traktowana jako cel sam w sobie: jeśli jesteś poważny (czytaj: ponury), to coś z twoją wiarą nie tak, powinieneś się cieszyć, Pan Jezus cię w końcu zbawił, prawda?
Jak więc to jest?
Nie da się ukryć, że radość jest częścią składową wiary i jej ważnym elementem. Jednak trzeba wiedzieć o jaką to radość chodzi. I czym różni się ona od emocjonalnych czy dopaminowych stanów, które zazwyczaj z uczuciem radości kojarzymy.
Bo radość, prawdziwa radość nie jest uczuciem. Jest stanem. I co ciekawe, jest wyborem, podobnie jak miłość.
Pismo Święte mówi wiele o radości. Zachęca by się radować „w Panu” zawsze (Flp 4,4). Daje do zrozumienia, że brak radości wskazuje na poważne problemy duchowe: „Przywróć mi radość z mojego zbawienia” (Ps 51,14), sugerując, że radość jest niezbędna do tego by naprawdę docenić dar zbawienia, który nam dano. Uczy, że to po niej można poznać, czy ktoś jest naprawdę wierny „albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17). Radość, o której mówimy, jest w końcu owocem Ducha Świętego (Gal 5,22).
Samo dążenie do radości, do szczęścia nie jest nam obce. Kiedy się nie pilnujemy, zazwyczaj spędzamy życie na budowaniu tego, co nazwałabym „okoliczności sprzyjających szczęściu”. Podświadomie wierzymy, że jeśli tylko odpowiednio poukładamy elementy swojej codzienności – zdrowie, finanse, relacje, pracę – to w końcu, otrzymamy nagrodę. Będziemy czuć szczęście. Będziemy czuć radość. I, jeśli zrobimy to właściwe, ten stan będzie trwać.
Takie przekonanie to jednak mit[1]. Ma nawet własną nazwę: mit dobrostanu. To ułuda, która mówi nam, że szczęście, radość jest wynikiem idealnego bilansu zysków i strat. Że jeśli się postaramy, będziemy w to głęboko wierzyć i ciężko pracować to osiągniemy radość, zyskamy szczęście. Będzie nam dobrze.
Jednak każdy kto ma choć trochę doświadczenia wie, że „żaden plan nie przetrwa kontaktu z wrogiem”. Więcej, samo życie psuje nasze plany, co rusz „wyrzucając w kosmos” elementy, które tak pieczołowicie składamy na budowlę naszego „szczęścia”. Aż nazbyt często, pod wpływem przypadku lub okoliczności lub naszych własnych wyborów, nasze „szczęście” się po prostu rozpada. A „radość”, którą mieliśmy mieć, byliśmy przecież tak blisko, znika razem z nim, dodatkowo zostawiając nas z poczuciem pustki i porażki.
Patrząc na to w ten sposób można by pomyśleć, że, w takim razie, sama radość także musi być mitem. Że nie jest stworzona do tego by istnieć, a co dopiero trwać w innej formie niż tylko przelotna emocja lub krótki zastrzyk dopaminy.
Pismo, a za nim wiara chrześcijańska mówi nam jednak co innego. Że istnieje radość, która może być stałą częścią naszego codziennego życia. Więcej, mówi, że jeśli robimy wszystko dobrze, nie ma możliwości, aby nie była stałą częścią naszego życia
Wyobraź sobie siebie jako ocean. Na powierzchni szaleją sztormy, fale są wysokie, niebezpieczne i groźne – to nasze emocje, trudne wydarzenia, stres, mniej lub bardziej trafione wybory, cały codzienny trud. To co się dzieje i czego doświadczamy. Czasem zapada spokój. Ciężko wywalczony. Możemy go na chwilę się doświadczyć, przeżyć chwilę radości, ale ona znów rozpada się z kolejnym silniejszym podmuchem wiatru. Utrzymanie tu spokoju, zadowolenia, szczęścia na stałe jest niemożliwe. Nie bez zapanowania nad całym oceanem. Nie mamy takiej mocy.
Ale to nie cali my. Kilkadziesiąt metrów głębiej w oceanie panuje absolutny spokój. Tam woda jest cicha, niezależnie od siły wiatru na górze. To nasza dusza. To, kim jesteśmy w Bogu. Głęboki, wewnętrzny nurt pokoju – a przynajmniej może nim być już tutaj, kiedy jeszcze jesteśmy na ziemi. Miejsce, gdzie nic nas nie może dosięgnąć, ani cierpienie, ani prześladowanie, ani głód, ani nawet śmierć (por Rz 8,35). Miejsce, gdzie może zamieszkać Bóg. I miejsce, gdzie może trwać prawdziwa radość, ta o której mówi nam Pismo Święte.
Prawdziwa radość (gr. chara) to odpowiedź na dotyk łaski (gr. charis). To głębokie, wewnętrzne przekonanie, że jestem akceptowany, kochany i bezpieczny w rękach Boga, nawet gdy nie ma obiektywnych powodów do radości. Mogę cierpieć prześladowanie, głód i miecz, ale nawet to nie może mi odebrać radości pochodzącej od Boga, która wynika z daru zbawienia, ze spokojnej pewności Jego łaski, miłości, troski i obecności.
Radość, o której mówi Pismo nie jest nagrodą za bycie uporządkowanym i pilnym. Nie jest nawet nagrodą za dobre życie. Jest raczej siłą daną od Boga, by przejść przez to co trudne. Jest także wyborem tej siły, narzędziem przetrwania. Pokojem w obliczu sztormu. W tym sensie jest czystą wiarą.
Tej radości nie musimy „produkować”, nie musimy się o nią nawet starać, bo ona już na nas czeka – ukryta w Bożej przychylności, Jego łasce, która nie kończy się wraz z naszym gorszym dniem, albo kolejnym planem, który nie wypalił. Musimy się tylko na nią zdecydować. I pozostać wierni.
Kiedy czytamy Biblię w językach, w których została napisana, odkrywamy, że radość ma tam wiele postaci. Aby ją opisać użyto wielu różnych słów, które na nasze ludzkie sposoby próbują opowiedzieć to co jest niewypowiedziane: tajemnicę radości Boga obecną w świecie i dostępną dla tych, którzy Mu zaufali.
Choć Stary Testament może nam się kojarzyć z mnóstwem walk, „biada”, przemocy, zdrad, niewoli i ostrzeżeń, nie znaczy to że radość jest w nim nieobecna. Przeciwnie, to radość i jej zewnętrzy wyraz jest miarą tego jak bardzo lud jest blisko Boga lub jak bardzo się od Niego oddalił i w konsekwencji podał w niewolę, zdradę, czy upodlenie.
Simchah „opisuje wewnętrzne emocje wyrażane na zewnątrz. Obejmuje spontaniczną euforię (1 Sam 18,6), wspólnotowe świętowanie (Neh 12,43) oraz uroczystą, lecz pełną entuzjazmu adorację (2 Krn 30,26)”[2]. Jest to radość związana z działaniem Boga, radość świętowania, wspólnoty, liturgii. To radość dzielona, taka, która pojawia się podczas wesela lub wspólnej uczty. To rozpromienie się na widok kogoś kochanego, zachwyt nad Bogiem, to pieśń pochwalna, która budzi się w sercu, którego dotyka Bóg i która musi być okazana na zewnątrz.
To też radość rozpoznania. Wynikająca ze zrozumienia porządku stworzenia i przymierza, kiedy Bóg jest na swoim miejscu a wszystko jest na swoim miejscu. Radość, która jest stanem, postawą, a nie emocją, nawet jeśli zewnętrznie może na taką wyglądać.
„Oznacza radość, wesele lub wesołość, które pojawiają się, gdy lud Boży doświadcza Jego obecności, opatrzności i obietnic”. „Nie jest zatem peryferyjną emocją, lecz celebracją przymierza – przeszłego, teraźniejszego i przyszłego – zakorzenionego w niezmiennym charakterze i zbawczych czynach PANA”[3].
Dlatego jednocześnie jest to radość, która znika, kiedy panuje bałwochwalstwo (Jl 1,16). Jej brak jest sygnałem ostrzegającym, że coś jest nie tak. Kiedy celebracja tajemnic Pańskich nie wiąże się już z wewnętrznym pokojem, a z poszukiwaniem emocji lub karmieniem ego, jest to znak, że czas zatrzymać się, aby zastanowić się jak „powrócić do naszej pierwszej miłości” (zob. Ap 2,4-5). Do Boga, a nie samego siebie. Inaczej bardzo łatwo przyjdzie nam odrzucić celebrację naszego zbawienia na korzyść innych rzeczy głaskających ego i karmiących emocje, ale jednocześnie głodzących naszą duszę.
Gil to radość powiązana z ruchem, z wirowaniem, z odbiciem radości Cherubów, nigdy nie ustających w ruchu przed Tronem Boga. Opisuje radość tak wielką, że aż zmuszającą do tańca lub podskoków (Ps 118,24), Kiedy prorocy wzywają: „Raduj się, Córo Syjonu”, używają słowa, które sugeruje taniec. To jest ten moment, w którym ktoś otrzymuje tak niesamowitą wiadomość, że nie może ustać w miejscu i zaczyna podskakiwać lub kręcić się z zachwytu. To jest gil, słowo, które „konsekwentnie wyraża ożywiony, słowny, a nawet fizyczny wybuch radości”[4].
Ta radość ma w sobie coś z dziecięcej spontaniczności i dziecięcej ufności. Pan jest, więc się raduję.
Tej radości nie wstydzi się ukazać Bóg:
„Sam Pan jest dwukrotnie wspomniany w Księdze Sofoniasza (Sof 3,17): „Będzie się radował z ciebie z weselem… Będzie się radował z ciebie z okrzykiem radości”. Relacja przymierza jest wzajemna; odkupieni radują się w Bogu, a Bóg raduje się w nich. To objawienie opiera ludzką radość na samym charakterze Pana i zapowiada nowotestamentowy obraz niebiańskiego świętowania nad każdym grzesznikiem, który pokutuje”[5].
Tą radość można „zepsuć”, wypaczyć radując się z rzeczy, nad którymi nie powinniśmy się radować tylko ubolewać: jak zło czy upadek wroga (Prz 2,14; 24,17). Radość oderwana od sprawiedliwości prowadzi do sądu. Do ubóstwienia siebie, bo sąd należy do Boga. Podążanie za swoją małostkowością jest podążaniem w ciemność. Nie chodzi tu by „nie czuć”, ale by nie iść za uczuciami, które krzywdzą nas i innych ściągając nas z drogi prawdziwej radości. A ponieważ jest to radość ukazująca – nasza ujawniona małostkowość pokazuje tylko jak daleko odeszliśmy od radości Pana.
Rinnah to radość, która wybucha radosnym śpiewem. Radość zrozumienia. Pochodzi od wydawania przenikliwego dźwięku. Może oznaczać błagalne wołanie, ale najczęściej to „radosny okrzyk”, „wesele” lub po prostu „śpiew”. Śpiew, który rozbrzmiewa o wschodzie słońca po nocy płaczu (Ps 30,6). To radość, która dojrzewa w trudzie, w decyzji którą podejmujemy i której się trzymamy, i która skutkuje zrozumieniem i pewnością: „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości (rinnah)”[6].
Ten „obrazowy rzeczownik oznaczający donośny krzyk – czy to okrzyk entuzjastycznej chwały, czy żarliwą prośbę (..) obejmuje cały wachlarz ludzkich emocji wobec Boga, od radości z powodu wyzwolenia narodu po szeptaną prośbę zbolałej duszy”. „Słowo to identyfikuje zatem słyszalne bicie serca kultu przymierza – dzieła Boga ogłaszane zbiorowym głosem”. „Oddaje pełną, głośną reakcję ludu Bożego na Jego charakter i czyny. Niezależnie od tego, czy wybucha ona na dziedzińcach świątynnych, rozbrzmiewa echem na wygnaniu, czy też jest przepowiedziana w proroczej nadziei, słowo to zaprasza każde pokolenie do dołączenia do starożytnego chóru”[7].
Sason to radość „syta”. Radość pełna, radość nadmierna. Może być zarówno zbiorowa jak i osobista. Skoncentrowana na Bogu: „nie jest samoistna; jest dana przez Boga, zakorzeniona w Jego zbawieniu, charakterze i Słowie. Uwarunkowana Przymierzem. Posłuszeństwo i prawość zapraszają radość; bunt ją odbiera”[8]. Jest to radość nadprzyrodzona, a przez to jest zarówno darem jak i celem, której pełne urzeczywistnienie będzie miało miejsce w czasie eschatologicznym: zgromadzenia odkupionych. Często oznacza radość triumfalną, zbawienie połączone z blaskiem i światłem: Iz 61,3: „[...] olejek wesela (sason) zamiast szaty smutku”. To jest ta radość, która przyciąga osoby z zewnątrz, albowiem widzą w niej odpowiedź na tęsknotę, którą w sobie noszą.
Tak jak poprzednio, tą radość możemy stracić przez bunt i grzech (Jer 25,10) Jest też to radość, o której przywrócenie prosimy w po upadku: „przywróć mi radość zbawienia”, „daj mi słyszeć radość” (Ps 51). W tej modlitwie zawarte jest też prośba by „Pan nam wystarczał”. Byśmy nie szukali nasycenia poza Nim, bo to zazwyczaj dobrze się dla nas nie kończy jak pokazuje nam historia upadku.
To słowo pierwotnie oznaczało być jasnym, radosnym, zachwyconym. Sus to radość rozkoszująca się, pełna energii. Radość wystarczająco silna, by unieść duszę ponad przeciwności losu.
„Szuszan, Szaron, pustynia (Iz 35,1-2), młodzież, starsi, niebo, a nawet sam Pan (Iz 62,5) – wszyscy są przedstawieni jako radujący się poprzez czasownik שׂוּשׂ. Pismo Święte świadczy w ten sposób, że niepohamowana radość nie jest ani frywolna, ani opcjonalna; jest niezbędnym wyrazem wierności przymierzu, przedsmakiem wiecznej rozkoszy, która napełni nowe Jeruzalem”[9].
Ta radość może zostać wynaturzona, kiedy przedmiot jej zachwytu jest błędny: jak radość z „przewrotności zła” (Prz 2,14) czy z „grobów” (Hi 3,22). To przyciąga interwencję Boga: „niewłaściwa radość przyciąga boską korektę, przypominając wierzącym, aby zakotwiczyli radość w prawości”[10]. Ponieważ prawdziwa radość łączy się z odkupieniem. Nie ma nic wspólnego z małostkowością, nieszczęściem innych. Radość wypływa ze zbawienia, a nie z okoliczności nawet jeśliby te karmiły nasze ciemne kawałki duszy. Radość nie jest mściwością. Jest zachwytem. Dlatego zemsta może dać jedynie krótkotrwałą satysfakcję, ale nie prawdziwy pokój.
W Nowym Testamencie radość zyskuje nowy, genialny w swojej prostocie fundament. Radość już nas nie tylko dotyka, ale – o ile jesteśmy w łasce – stanowi rdzeń naszej wiary, naszej duchowej istoty.
„Radość w Nowym Testamencie to coś więcej niż emocja; to trwała, dana przez Ducha rozkosz, która wypływa z odkupieńczych czynów i nieustającej obecności Boga. Jest ona zakorzeniona w boskiej inicjatywie, doświadczana przez wierzącego i wyrażana zarówno teraz, jak i w przyszłym wieku”[11].
Chara to być radosnym „w pełni”. To spełniona radość, ucieleśniona radość. Znak zbawczej obecności Boga. I jednocześnie przedsmak wiecznego błogosławieństwa. Pochodzi od tego samego rdzenia (char) co greckie słowo łaska (charis), które oznacza „skłaniać się ku”, „okazywać łaskę”, być „przychylnie usposobionym”. „Właściwie: rozkoszować się Bożą łaską („radować się”) – dosłownie: doświadczać Bożej łaski”[12]. Oznacza tutaj „łaskę rozpoznaną” - stąd radość z jej powodu. Otrzymaliśmy łaskę: Słowo stało się Ciałem, a więc także radość stała się ciałem i nie musimy być już powściągliwi w wyrażaniu radości i wdzięczności za ten dar. Możemy ją wyrazić (chairo). Możemy radować się i przekazywać swoją radość innym witając się słowem „raduj się”, tym samym którym Anioł Gabriel pozdrowił Maryję. Bo ta radość jest jak światło świecy zapalona w ciemnościach. Nic nie traci na dzieleniu się, a tylko potęguje światło, które nas otacza:
„Udzielona łaska (charis) rodzi radość (chara), której doświadczamy; wyrażona radość (chairo) potęguje otrzymaną łaskę”[13]. I dlatego Ewangelia jest dobrą nowiną. To opowieść o wcielonej Radości i o radości, która stała się naszym udziałem, która jest już obecna i którą kiedyś otrzymamy w pełni. Radość przenika życie chrześcijańskie od pierwszego powitania do chwały eschatologicznej.
Dlatego ta radość jest charakterystyczną cechą życia pod panowaniem Chrystusa: „Albowiem królestwo Boże to… sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17). Jest też to owoc Ducha i to taki który w liście do Galatów (5,22) pojawia się zaraz po miłości, wskazując, że ta radość jest czymś fundamentalnym dla wiary i tożsamości chrześcijańskiej.
„Termin ten wyraża radość, której źródłem jest Duch Święty, skupioną na Bogu, która wznosi się ponad zwykłe emocje i zakorzeniona jest w Boskim zamyśle. Mówi o radości nie jako o samozadowoleniu, lecz jako o odpowiedzi na zbawcze czyny Boga i Jego wspólnotę z Nim”[14].
To trochę inna radość niż chara. W Nowym Testamencie związana jest głównie z narodzeniem Jana Chrzciciela jak i radością, która on odczuwa będąc w łonie swojej matki Elżbiety spotykając nienarodzonego jeszcze Chrystusa za pośrednictwem Maryi. To jeszcze nie jest radość z łaski (chara), jeszcze nie jest „zupełna”, ale już całkiem realna i zdecydowanie obecna. Można powiedzieć, że jest to radość oczekująca na zaistnienie wcielonej Radości a już w jakiś sposób w niej uczestnicząca. Tą radość odczuwał Abraham oglądając w widzeniu dzień nadejścia Chrystusa (J 8,56), odczuwają ją Apostołowie oczekując na zesłanie Ducha.
To radość wiary, nadziei i miłości. To uniesienie. Silniejsza niż prześladowania (Mt 5,12), która przygotowuje nas na przyjęcie „radości niewymownej (chara) (1P 1,8).
Euphrosuné to radość napełniona, zaspokojona. Oznacza „radość świadomie otrzymywaną od Boga i otwarcie wyrażaną. To coś więcej niż wewnętrzna satysfakcja; to ożywiona radość, która narasta, gdy dostrzega się bliskość Pana, Jego opiekę lub Jego zbawcze dzieło”[15].
Czasownik pochodzący od tego słowa opisuje radość, radosne świętowanie w bardzo szerokim kontekście: od sprawiedliwego świętowania zbawczego dzieła Boga po puste samouwielbienie, kończące się sądem.
Ta radość jest wieczna, gdy jest się zjednoczonym z Chrystusem, a ulotna, gdy stawia się na świat. Dlatego „staje się grzechem, gdy jest oderwana od wdzięczności wobec Boga i miłości bliźniego”[16]. Kiedy chce sycić się czymś innym niż Bóg. To tak jak mówił św. Augustyn „że niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie z Bogu”. Nasza dusza nie może po prostu wystraczająco „nasycić się światem”, zawsze będzie jej czegoś brakowało, zawsze będzie z czegoś niezadowolona. Osiągniecie materialnego i psychicznego dobrostanu, nawet jeśli zaspakajałby nasze fizyczne potrzeby i potrzebę bezpieczeństwa nie jest w stanie jej dać.
Pismo rozróżnia tu radość, która oddaje cześć Bogu, od radości, która Go wyśmiewa. Wierni są wezwani do życia i posługi w tej pierwszej, oczekując dnia, w którym niebiańskie przykazanie – „Radujcie się!” – będzie rozbrzmiewać na wieki. Dlatego ta radość przynosi umiarkowanie (jeden z darów Ducha Świętego), gdy radujemy się głębokim, wewnętrznym poczuciem triumfu. Wierzący, który osobiście raduje się z triumfu Chrystusa, promieniuje tym. Nie ma to nic wspólnego z wesołkowatością, a wiele z dostojeństwem i godnością.
To słowo występuje tylko raz w Nowym Testamencie w liście św. Piotra (1 P 1,8) Oznacza najwyższą radość, jaką otrzymują wierzący, którzy, choć jeszcze nie ujrzeli Chrystusa, spoczywają w Jego dokonanym zbawieniu i oczekują Jego pojawienia się. Jest to radość odporna na ucisk, zakorzeniona w zmartwychwstaniu i przepełniona przyszłą chwałą – doświadczalny znak rozpoznawczy autentycznej wiary chrześcijańskiej i przekonujące świadectwo dla świata[17].
Być zawsze szczęśliwym. Niezależnie od tego co nas spotyka, co posiadamy czy jesteśmy zdrowi. To marzenie. A wg tego co mówi Pan, marzenie całkowicie realne. To znaczy wg Pisma być makarios.
Słowo makarios znamy przede wszystkim z Kazania na Górze (Mt roz. 5), a konkretnie z Ośmiu Błogosławieństw. Makarios jest nieodłącznie związanye z radością. I ma to samo źródło: uczestnictwo w życiu Boga.
Słowo makarios wywodzi się od rdzenia mak- (związanego z greckim przymiotnikiem makros – „długi”, „rozległy”).
„Długo żyjący”: Pierwotnie makarios odnosiło się do kogoś, czyje życie jest „rozciągnięte”, trwałe, stabilne i wolne od niszczącego wpływu czasu. Grecy nazywali tak bogów, bo ich życie było „długie” (wieczne) w przeciwieństwie do krótkiego życia śmiertelników.
„Bogaci”: W świecie greckim (u Homera czy Hezjoda) makarios opisywało ludzi, którzy posiadali tak wielkie zasoby, że byli samowystarczalni. Nie musieli o nic prosić, nie odczuwali braku. Byli „bogaci” w sposób absolutny.
Dosłownie znaczenie tego słowa oznacza „szczęśliwy”, „długo żyjący” lub „bogaty”, czyli właściwe wszystko to czego podświadomie na poziomie ludzkim pragniemy. Chrystus przeniósł to słowo na inny poziomi nadał tym wyrazom inne znaczenie. Pokazując, można być szczęśliwym, długo żyjącym i bogatym będąc jednocześnie ubogim, prześladowanym, smutnym czy nawet umierającym. Jednym zdaniem: można być szczęśliwym bez lęku przed stratą. Jeśli swoje szczęście oprzemy na Nim a nie na ziemskich dobrach.
Podsumowując: Możesz mieć ciężki dzień i nie odczuwać emocjonalnej radości, a jednocześnie być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie (makarios), wiedząc, że Twoje życie należy do Boga i jest dla Niego niezmiernie cenne.
Co jak co, ale jedno Bóg traktuje z całkowitą powagą: swoją obietnicę. Że jeśli będziemy wybierać Jego, On „przyjdzie do nas i będzie z nami przebywać”[18]. Że zbawienie, które nam przyniósł stanie się naszą rzeczywistością. A wtedy nasza radość będzie pełna (J 15,11). Będziemy szczęśliwi w smutku i prześladowaniu, w ubóstwie i niesprawiedliwości. Będziemy wolni i w pewien sposób nietykalni. Nie na sposób stoików czy buddystów, nie przez oderwanie się od życia, ale poprzez całkowite zanurzenie się w życiu jakim jest Bóg. Wejścia w głąb oceanu, w głąb tajemnic. Tam, gdzie nie grożą nam już sztormy, gdzie wszystko nabiera większego sensu. Dlatego być makarios to być szczęśliwym „pomimo” – nie dlatego, że wszystko idzie dobrze, ale dlatego, że "nasz skarb jest bezpieczny w niebie" (Mt 6,20).
Stan makarioi to nie jest coś co możemy sobie wypracować lub coś na co możemy sobie zasłużyć. Że jeśli odmówimy pewną liczbę modlitw, będziemy szczodrobliwi i od czasu do czasu będziemy pościć, oraz ćwiczyć się w cnotach to to szczęście będzie nam zagwarantowane. Makarioi to nie jest coś co możemy posiąć. To wolny dar Boga. Naszym jedynym staraniem jest tutaj wybór Chrystusa i wierność temu wyborowi (modlitwy, posty, ćwiczenia w cnotach – są skutkiem wyboru naszego szczęścia a nie jego przyczyną).
NIE JEST: emocją, którą trzeba w sobie „poczuć”, by uznać ją za autentyczną.
JEST: „smakiem łaski” (chara to dar charis). To wewnętrzna pewność bycia kochanym i bezpiecznym w Panu (En Kyrio).
NIE JEST: produktem naszej woli, wynikiem treningu mentalnego ani efektem „myślenia pozytywnego”.
JEST: Owocem Ducha (Karpos). To Boży dar, który wyrasta w nas naturalnie, gdy trwamy w relacji z Chrystusem (Krzewem Winnym).
NIE JEST: dobrostanem zależnym od pomyślnych okoliczności, sukcesu, zdrowia czy stanu konta.
JEST: siłą czerpaną z obiektywnych faktów (Zmartwychwstanie, Zbawienie), które pozostają niezmienne, nawet gdy świat wokół nas się wali.
NIE JEST: chwilowym przypływem endorfin.
JEST: stałym stanem błogosławieństwa (Makarios). To nowa tożsamość dziecka Bożego, która nie wygasa mimo doświadczenia trudności „nocy ciemnej”.
NIE JEST: brakiem cierpienia, ucieczką od bólu czy udawaniem, że trudności nie istnieją (toksyczna pozytywność).
JEST: zdolnością do współistnienia z bólem. To „głęboki nurt”, który płynie pod powierzchnią nawet najbardziej wzburzonych emocji („jako smutni, a zawsze radośni”).
NIE JEST: tylko „wesołkowatością” czy płytką rozrywką (fun), która szuka ciągłych bodźców.
JEST: dostojeństwem i pokojem. Może objawiać się w dynamicznym tańcu (Dawid), ale równie mocno w uroczystym, pełnym powagi sacrum liturgii.
NIE JEST: naiwnością, która nie widzi zła, ani pasywnością, która czeka, aż „samo przejdzie”.
JEST: świadomym aktem woli i ufności. W Biblii radość to często „mimo wszystko”. Kiedy prorok Habakuk pisze: „Choćby drzewo figowe nie rozwijało pąków... ja jednak będę się radował w Panu” (Ha 3, 17-18), pokazuje, że radość to decyzja, to wybór.
Jak zauważyliśmy radość jest stanem, w którym tak naprawdę każdy ufający i wierzący Bogu może znajdować się nieustannie. Jest to dar Boga dla nas. Dostępny na wyciagnięcie ręki wraz z Jego łaską. Brak tej radości świadczy, że coś jest nie tak, albo że szukamy jej w niewłaściwych miejscach. Odstępstwo od Boga (apostazja) może przybierać przecież różne postacie. Nadmierna troska o swój materialny byt czy radość z nieszczęść innych, drobna mściwość także może być odstępstwem: otrzymali już swoją nagrodę – mówi Pan, mają swoje małe „radostki”. Więc przegapiają prawdziwą radość, którą może dać tylko On.
Dlaczego akurat odstępstwo – grzech przeciw pierwszemu przykazaniu - jest główną przyczyną utraty radości? Bo prawdziwa radość pochodzi od Boga. A zatem kiedy Go opuszczamy rezygnujemy także z tego wewnętrznego nurtu spokoju i stałości, podążając za zamiennymi falami życia.
Odstępstwo rodzi się z namiaru (zabobonu i postępującym za nim bałwochwalstwa, czyli skierowania swojej uwagi na to co nie jest Bogiem, choć może się wydawać, że Nim jest) albo z niedomiaru czci należnej Bogu (bezbożności, która może wyrażać się nie jawnym lekceważeniem praw Boga, ale także po prostu obojętnością na nie)[19]. Jedno i drugie odbiera nam radość jaka winna się wiązać z pewnością naszego odkupienia, zostawiając nas niespokojnymi i miotającymi się jak ryba w sieci.
Apostazja może nie być formalna, ale może być duchowa. Możemy jeszcze nie wyrzec się Boga oficjalnie, ale już migrować „od Niego”. I zauważamy ją i jej skutki w naszym życiu duchowym. A jednym z tych znaków jest utrata radości i próba „wyprodukowania” jej sobie w inny sposób. Najczęściej czynimy to poprzez grzech zrywający łaskę. Ten grzech ma nam zazwyczaj coś nam dać, coś czego, według naszego rozeznania, nie daje nam wierność wierze, zaspokoić jakąś „potrzebę”, która odczytujemy jako niezbędną, aby móc się poczuć szczęśliwymi. To jasne określenie naszego stanowiska i paradoksalnie, stosunkowo łatwe do naprawienia. Ale odstępstwem może być także obojętność na Boga, nie korzystanie z Jego darów, brak modlitwy. To bardziej podstępne i trudniejsze do zauważenia. Choć nie zerwaliśmy jeszcze łączności z Nim, nić łącząca nas, nasza więź łaski jest praktycznie martwa: brak modlitwy, bark wiary, brak ufności.
Oddalanie się od Boga odcina nas od Radości, bo to On jest jej źródłem.
Wiem, że ten temat się powtarza, ale tak naprawdę całe nasze życie sprowadza się do nieustannego wyboru między „życiem a śmiercią” „błogosławieństwem a przekleństwem” (por Pwt 30,19). Podobnie rzecz ma się z radością i odzyskaniem jej. Jak widzieliśmy wyżej prawie każde słowo oznaczające radość może zostać zaprzeczone, jeśli zwracamy się ku czemuś co niszczy naszą duszę. Jeśli odwracamy się od Boga. Nawrócenie jest zawsze pierwszym krokiem, jeśli chcemy osiągnąć jakikolwiek postęp w życiu duchowym. Także, jeśli chcemy (od)zyskać radość.
Zmienić swoje myślenie. Metanoia jest nieodłącznie związana z nawróceniem. „Zmiana myślenia” to dosłowne tłumaczenie grackiego słowa metanoia, które na polski tłumaczymy zazwyczaj jako „nawrócenie” lub "pokuta, skrucha". Dlaczego umieszczam je osobnym podpunkcie? Dlatego że tutaj zmiana myślenia jest kolejnym krokiem. Pierwszym było „ogólne” odzyskanie łaski jako podstawy wszelkiego działania. Teraz nasze nawrócenie musi pójść głębiej i objąć także dosłowną „zmianę myślenia”. Także zmianę myślenia o radości. Nie traktujemy jej tylko jako celu, choć nim oczywiście jest (radość ostateczna, zbawienie) ale także, jak wspominałam, jako siłę, którą już mamy. Już mamy radość, bo mamy łaskę. A skoro mamy łaskę to mamy radość. Głębia jest spokojna. Często w medytacji, kiedy jesteśmy rozproszeni, używa się polecenia „znajdź swoje centrum”. Tutaj radość jest naszym centrum. Mamy odnaleźć swoją głębię. Wiedzieć, że ona jest, bo jest nieodłącznie powiązana z łaską. Kiedy jesteśmy szarpani na zewnątrz przez emocje lub okoliczności dobre czy złe sięgnijmy do wnętrza. Odnajdźmy swoją radość. Jesteśmy odkupieni. Pan przyszedł i kocha nas na wieki. Tylko to się liczy. Wszystko inne przemija jak „kwiat polny”. Ale miłość Pana trwa na wieki. Uwierzmy to. Pozwólmy sobie słowom działać. Odnajdźmy swoje centrum.
Jeśli czujesz, że w Twoim życiu brakuje radości (chara), nie szukaj jej w rozrywkach. Szukaj jej w przypominaniu sobie o łasce (charis). Radość to po prostu „łaska, która dotarła do Twojej świadomości”.
Walczymy o wierność wyborowi. Dary Boże są nam dane za darmo, gdyby nie były i tak nie mielibyśmy ich za co kupić. Czym można zapłacić za życie, za miłość, za odkupienie? „Czym się Panu odpłacę za wszystko co mi wyświadczył?” – mówi Psalm. I podpowiada: „Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana”. To jest co możemy ofiarować Panu, to co naprawdę posiadamy jako własne: nasz wybór. I to możemy Mu ofiarować: wybranie Jego samego i przyjęcie Jego darów. A wtedy nasza radość będzie pełna. Naprawdę pełna.
Czy to naprawdę takie proste? I tak i nie. Tak, bo naprawdę o to chodzi: o wybór Boga życie Jego łaską na co dzień. Nie, bo każdy kto tego próbował wie jak bardzo się rozpraszamy, uciekamy, zwodzimy i oszukujemy samych siebie, gubimy się i szukamy szczęścia poza Nim. Nie przez przypadek nazywa się to walką o zbawienie. Ale kiedy mamy już podstawy, wiem od czego zacząć jest prościej. Kiedy upadamy wiemy, dokąd wrócić. Mamy metody powrotu, metody utrzymywania się na drodze (sakramenty, modlitwa, posty, ćwiczenie się w cnotach).
Pamiętajmy, że radość jest. Możemy się Nią uradować. Możemy ją wybrać podobnie jak Mędrcy, którzy wybrali podążanie za gwiazdą. Ona jest naszą gwiazdą przewodnią, kiedy prowadzi nas do Chrystusa.
Agnieszka Myszewska-Dekert
[1] Kiedy mówię „mit” nie mam tu na myśli religioznawczego znaczenia tej definicji, która określa go jako „historię prawdziwą” (dla odpowiedniego kręgu religijnego). Nie, tutaj słowo „mit” wyczerpuje wszelkie popularne definicje mitu jako czegoś co jest ułudą, mrzonką, czymś co nie istnieje.
[6] Ps 126,5
[18] „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać”. (J 14,23)
[19] Por. Bp. A Schneider, Credo – Kompendium wiary katolickiej, s. 291
Nasza strona to przestrzeń, w której dzielimy się z Tobą naszą wiedzą, a także naszym doświadczeniem w rozwijaniu życia duchowego i rodzinnego. Znajdziesz tu artykuły, porady i materiały, które pomogą Ci głębiej rozumieć wiarę oraz łączyć ją z codziennym życiem.
Newsletter
Zostaw swój adres aby otrzymać od nas wiadomości
@Credo-confiteor.com